Co się stanie, jak połkniesz zęby? – i inne rozterki czterolatka

Patrząc, jak moje starsze dziewczynki w błyskawicznym tempie rosną i rozwijają się, przemalowując pokój z różowego na seledynowy, a księżniczki na ścianach zastępując… no, niczym, bo wystrój ich pokoju nie należy już do mnie… Pakując do oddania kolejne worki ciuszków, które już na pewno mi się nie przydadzą i niemal zalewając się łzami nad znalezioną za pralką parą niemowlęcych skarpetek… Spoglądając wstecz uzmysławiam sobie, że całe moje macierzyństwo (i pewnie nie tylko moje) odbywa i odbywało się w biegu. Jak w mgnieniu oka przynosiłam ze szpitala kolejne zawiniątka, z których dziś zrobiły się samodzielne, myślące stworzenia, które nie przestają mnie zadziwiać swoją indywidualnością.

Próbując zatem zwolnić tempo, bardziej cieszyć się dziećmi (czemu sprzyja fakt, że moje ostatnie zawiniątko jest już w wieku przedszkolnym) i kontemplować ich rozwój, ostatni rok spędziłam spisując najciekwawsze pytania Małego, w pełni świadoma, że ten wyjątkowy wiek zadawania wyjątkowych pytań trwa tylko chwilę i już nigdy nie wróci. Większość najbardziej kreatywnych pytań jest z serii „Mama, co się stanie jak…” I choć zadawane w większości w języku angielskim, przedstawiam je również po polsku, do wyboru do koloru.

  1. What happens if you eat your teeth? (co się stanie jak zjesz swoje zęby)
  2. What happens if you put your teeth into you eye? (co się stanie, jak włożysz sobie zęby do oka)
  3. What happens if you swallow hot lava? (co się stanie, jak połkniesz gorącą lawę)
  4. How do robots sneeze? (jak kichają roboty)
  5. Is Spiderman God’s creature? (czy Spiderman to stworzenie Boże)
  6. Are taxes dangerous? (czy podatki są niebezpieczne)
  7. Can you go to church in a mask? (czy można iść do kościoła w masce)
  8. Have you ever seen a steam boat-car-firehouse? (czy kiedykolwiek widziałaś samochodową łódź parową z remizą strażacką)
  9. What happens if you eat Planet Earth? (co się stanie, jak zjesz planetę Ziemię)
  10. What happens if you put lava on watermelon? (co się stanie, jak polejesz arbuza lawą)
  11. What happens if you swallow a thunder? (co się stanie, jak połkniesz piorun)
  12. Can we hit monsters because they are really bad? (czy możemy bić potwory, bo są naprawdę niedobre)

carcreation

Czy zdajecie sobie sprawę, co musi zachodzić w mózgu czterolatka, żeby zadawać tego typu pytania?! Albo tworzyć dzieła takie jak powyższe? Te pytania odzwierciedlają jego cały byt: fascynacje anatomiczno-przyrodnicze, rozróżnianie dobra i zła, poszukiwanie bezpieczeństwa, zachwyt na granicy ze strachem przed nieznanymi zjawiskami.

Oczywiście w większości przypadków jestem zamurowana, gdy idzie o odpowiedzi. Najczęściej wybucham śmiechem, co wcale nie satysfakcjonuje Małego. Nie mogłam się też powstrzymać, jeśli chodzi o nr 7 i odpowiedziałam, że w zasadzie nie powinno się, ale dużo osób tak robi. Zatem jeśli ktoś ma dobrą odpowiedź na któreś z pytań, piszcie w komentarzach!

Wracając jeszcze do pytania nr 8, wyobraźcie sobie radość i zachwyt Małego, gdy na spacerze nad rzeką zobaczyliśmy coś, co najbardziej chyba przypomina „samochodową łódź parową z remizą strażacką”!

boatfirehouse

Happy Birthday, mój Skarbie!

 

Oh Christmas Tree… – o smutnym losie amerykańskich choinek

Zaraz po Nowym Roku, gdy w Polsce i wielu miejscach na świecie rozbrzmiewają jeszcze kolędy, organizuje się orszaki Trzech Króli i ogólnie trwa w bożonarodzeniowej atmosferze, na chicagowskich bocznych uliczkach wyłania się smutny widok: świąteczne choinki, gołe i wesołe, nieraz bardzo jeszcze zielone, świeże i pachnące. Po pierwszym stycznia nikomu niepotrzebne, niechciane, niemodne i niewygodne.

xtree2

No bo po co komu choinka drugiego stycznia, skoro w supermarkecie Walmart na pierwszym planie ustawiły się półki z maskami i kostiumami związanymi z Mardi Gras, czyli odpowiednikiem naszych Ostatków? No i po co komu choinka po pierwszym stycznia, skoro w wielu domach gościła już ponad miesiąc, od pierwszego weekendu po Święcie Dziękczynienia, pod koniec listopada?

Na mojej bocznej uliczce pierwsza choinka pojawiła się na śmietniku jeszcze przed Nowym Rokiem. Po pierwszym stycznia było już ich tam pięć. Dziś miejską śmieciarą pojechały na wysypisko, gdzie w towarzystwie starych mebli i materaców, ton plastiku, styropianu i papieru, gruzu i niepojętej ilości wyrzucanego jedzenia –  dokończą swego żywota.

xtree1

Widok przedwcześnie wyrzucanych choinek kłuje mnie w oczy nie tylko ze względów sentymentalnych. Zdrowe, zielone świerki, jodły i sosny w jednym kontenerze z wyżej wspomnianymi odpadami – coś tu jest nie tak. Większość rodzin zaopatruje się bowiem w żywe drzewka, szeroko dostępne w sieciówkach z materiałami budowlano-ogrodniczymi. I choć w listopadzie i grudniu bardzo powszechny jest widok samochodów z choinką przywiązaną na dachu i radosnymi pasażerami w środku, mało kto kwapi się odwieźć ją po użyciu do centrum ogrodniczego czy szkółki leśnej.

Sama z żalem rozbierałam dziś nasze nabyte dwa tygodnie przed wigilią drzewko. Bynajmniej nam się nie znudziła, ale była w okropnym stanie. Myślę, że bliskość kratki ze znienawidzonym przeze mnie amerykańskim ogrzewaniem nadmuchowym może mieć coś z tym do czynienia. Podlewałam ją, porządnie nawet, lecz wyschła na wiór, obumarła kompletnie i bardziej już straszyła niż upiększała nasz salon.

Jak co roku miasto oferuje „łatwą i przyjazną środowisku alternatywę” dla wyrzucania choinek na śmietnik. Wystarczy w pierwszych dwóch tygodniach stycznia rozebrane drzewko odwieźć do jednego z dwudziestu czterech wyznaczonych parków miejskich, gdzie zebrane choinki są przetwarzone na ściółkę, dostępną potem dla mieszkańców. Drzewko można też odwieźć z powrotem do sieciówki Home Depot, gdzie większość mieszkańców Chicago kupuje choinki. Bardziej leniwi mogą też zamówić ekipę recyklingową „Do The Right Thing”, która za jedyne $15 zabierze choinkę sprzed domu, a za jedyne $25 wyniesie ci ją aż z samego salonu. O tej opcji powinni pamiętać ci, dla których perspektywa targania do parku miejskiego suchej choinki za worek ściółki nie jest warta zachodu. A jeżeli tak jak ja koszty takiego przedsięwzięcia przeliczasz na Starbucksy, to pofatygujesz się i sam zrobisz „the right thing”.

xtree3xtree4

A u was, kochani, do kiedy trzyma się choinki i co z nimi potem robicie?

 

 

 

 

Meksykański świąteczny poncz – istnie niebiański

Wpis ten nie byłby możliwy, gdyby nie ręcznie zrobiona serwetka od siostry z Polski i szklanka gorącego, ciemnoczerwonego napoju o cudownym aromacie i nieziemskim smaku, jeszcze wspanialszego, bo wewnątrz zaskakującego mieszanką egzotycznych owoców i innych „rzeczy”, zawsze wzbudzających ciekawość moich niemeksykańskich gości.

Ponche Navideño, czyli bożonarodzeniowy poncz, nie należał specjalnie do tradycji w rodzinie męża, lecz odkąd go spróbowałam, oszalałam na jego punkcie. Odtąd zawsze pojawia się w domu w okresie świąteczno-noworocznym. Meksykańskie rodziny często podają go w wigilię Bożego Narodzenia oraz podczas las posadas (dziewięciodniowych obchodów poprzedzających Boże Narodzenie). Ten aromatyczny napój przyrządza się gotując na wolnym ogniu typowe meksykańskie owoce z cukrem trzcinowym, goździkami i kwiatami hibiskusa.

ponche1

Jakie składniki są potrzebne do przygotowania ponczu?

Guajawa (ang. guava, hiszp. guayaba)

Uwielbiam guajawę, która świeża zawsze pojawia się w sklepach pod koniec roku. Ma charakterystyczny, intensywny, tropikalny zapach. Dojrzałe owoce są lekko miękkie i mają różowawe kropki. Można je jeść świeże (ja wcinam ze skórką, pokrojone w ząbki; niektórzy lubią posypać przyprawą Tajín – na bazie sproszkowanych papryczek chili z cytryną i limonką, wzmacniającą smak wielu owoców i warzyw) lub w rozmaitych dżemach, pulpach, syropach itp.

guavas

Tejocotes (ang. hawthorne apple)

Na próżno szukam w sieci polskiego tłumaczenia. Najbliżej im chyba do polskich rajskich jabłuszek. Częściej od świeżych dostępne są całe, mrożone owoce.

tejocotes

Trzcina cukrowa (ang. sugar cane, hiszp.caña)

Choć w sklepach dostępna jest w całości, obieranie i krojenie trzciny cukrowej to mozolne zadanie. Polecam mrożone, gotowe kawałki!

cane

Piloncillo – meksykański cukier

Te ciemnobrązowe, wyglądem przypominające karmelowe cukierki stożki to nic innego jak nierafinowany cukier w czystej postaci z trzciny cukrowej. Rozpuści się w ponczu nadając mu charakterystyczny słodki smak i ciemny kolor.

piloncillo

Kwiat hibiskusa – suszony (hiszp. flor de Jamaica)

Kilka garści suszonego hibiskusa nada ponczowi piękny ciemnoczerwony kolor i mocny aromat.

Suszona śliwka (ang. prune, hiszp. ciruela pasa)

Laski cynamonu (hiszp. canela)

Goździki (mogą być powbijane w ćwiartki pomarańczy)

Inne składniki, o których słyszałam, lecz sama nie próbowałam, to: jabłko, gruszka, połówki orzechów włoskich, rodzynki.

Wszystko zalewa się wodą, zagotowuje, a następnie gotuje na malutkim ogniu do uzyskania miękkości owoców (około godziny). Zaczynam od hibiskusa i twardszych składników, podczas gdy bardziej miękkie owoce i suszoną śliwkę wrzucam później, bo najszybciej się rozgotują. Od czasu do czasu delikatnie mieszam, by dobrze rozpuścił się cukier piloncillo.

Warto wspomnieć, że zarówno guajawy, jak i jabłuszka tejocotes oraz trzcina cukrowa dostępne są w formie mrożonej.

tejocotefrozen

Jak na każdy szanujący się poncz przystało, do smaku można dodać rumu, brandy czy tekili (to już przy podaniu). Wszystko w ponczu, oprócz trziny cukrowej (którą można tylko poobgryzać), jest jadalne. Choć w niektórych przepisach w początkowym etapie przecedza się zabarwioną wodę z kwiatów hibiskusa, ja nie przecedzam i ze smakiem wcinam hibiskusowe farfocle.

Ameryka nie byłaby Ameryką, gdyby dla latynoskich imigrantów nie wymyślono prostszego i szybszego sposobu na przyrządzenie pysznego ponczu. Pasteryzowana baza na poncz w słoiczkach ma już najważniejsze owoce i trzcinę cukrową. Dodaje się tylko pozostałe składniki. Szybciej, łatwiej i wychodzi chyba taniej. Smakuje równie pysznie!

ponchejars2ponchecooking2

ponchecooking

 

(Polskich) słów brak 3 – czyli kupa śmiechu na koniec roku

When na dworze biały snow, wtedy Christmas Święta są.
Christmas tree ma bąbek w bród, a na table pełno food.
Karp fish swimming in the woda, kill him będzie very szkoda.
When na niebie star zaświeci, Santa leci to the dzieci.
I wish zdrowia dla for you, and szczęśliwy New Year too!

Tekst ten, na który natknęłam się po raz pierwszy na fejsbukowej stronie „Karpet z eli, czyli słownik polonijnego angielskiego”, wywołał ogólne rozbawienie nawet u moich mieszających języki dzieci. Zdziwiły się, gdy zarzuciłam im, że „teraz się śmiejecie, ale nieraz same tak mówicie”. A co? Może nie? Dziś pod choinkę kolejna część skrupulatnie zbieranych przeze mnie perełek językowych moich dzieci.

zadanie

  1. Średnia, w kościele, szeptem, przestępując z nogi na nogę: – Mama… muszę iść do łazienki bardzo niedobrze.
  2. Starsza do młodszego brata: – Przestań dłubać w nosie! Mały na to: – I’m not dłubing w nosie! (Przy innej okazji, gdy napomniałam go: – Nie skub tego! – odpowiedział: – I’m not skubing it!)
  3. Podczas porannej nerwówki poprzedzającej wyjście do szkoły, pytam, czy córki spakowały już lancz. Średnia, cała gotowa, pogania Dużą: – Spak your lunch!
  4. Do Małego: – Ten zegar z samochodzikiem już nie działa? Mały, z pełną powagą: – Nie, bo nie ma bakterii.
  5. Mąż kilkakrotnie i bezskutecznie woła Średnią. Gdy ta wreszcie się pojawia, głosi jej kazanie (po hiszpańsku) na temat tego, że on ją woła, a ona nie słyszy. W kazaniu przewija się motyw „Porque no escuchas?! (dlaczego nie słuchasz?) Nadąsana przychodzi do mnie i mówi: – Mama, ale ja go naprawdę nie eskuczałam!
  6. Kupiłam pudełko rogalików croissant. Mała: – Mama, mogę jednego rogalika? Ja: – Nie. – To co są one na?
  7. Kelner w polskiej restauracji: – Dziś mamy pomidorową, ogórkową i krupnik. Średnia (po chwili namysłu): – To ja poproszę chrupnik.
  8. Podczas sprzeczki Małej z Małym o jakąś zabawkę, tłumaczę mu: – Synu, ustąp siostrze, bo to dziewczynka. Mały po chwili namysłu zaczyna energicznie i radośnie… tupać. Po zdziwieniu przyszło wielkie rozbawienie, gdy zdałam sobie sprawę, że on tupie, bo powiedziałam „uSTĄP siostrze” (stomp – ang. tupać).
  9. Do starszych córek: – Teraz już naprawdę przesadzacie. Jedna do drugiej, zdezorientowana: – Co to znaczy? We change seats?
  10. No i legendarne już „ja myślę” albo „ja nie myślę”. – Czy ten projekt jest na ten tydzień? – Ja nie myślę. – Czy w przyszłym tygodniu masz zajęcia z tańca? – Ja myślę.
  11. Do wielu meksykańskich potraw podaje się śmietanę jako dodatek. Ostatnio przy kolacji Mała mówi: – Czy mogę krem?
  12. Mała uczy się czytanki pt. „Nasza flaga”: – Smutna była historia Polski, kiedy jej sąsiedzi: Niemcy, Rosja i A… A… Australia zabrali polskie ziemie.
  13. Na próbie Jasełek w polskiej szkole (przygotowywanych w mozole przez grupę pań nauczycielek), pytam Małą: – Na co teraz czekamy? – The panis went to get our angel wings.
  14. Rozmawiamy ze Średnią na temat telewizyjnego programu o gotowaniu „Everyday Italian”: – Pamiętasz mama, jak ja też mówiłam po… (myśli intensywnie) włochu? (niepewnie) włosach?”

Czy w nowym roku będzie więcej takich perełek językowych? Ja myślę!

 

A wyróżnienie Blog Liebster Award idzie do… mnie!

Każdy szanujący się bloger wie, że jest w poważnych tarapatach, gdy po statystykach widzi, że Czytelnicy zaglądają, a tu dalej nic nowego. Gdy ktoś z Czytelników wprost upomina się o nowy wpis – to już poważne wykroczenie. A gdy tenże nieszczęsny bloger odkrywa, że tkwiąc w swojej fizyczno-emocjonalnej blokadzie twórczej został nominowany do swej pierwszej, wirtualnej blogerskiej nagrody Liebster Award, to ma dwa rozwiązania, albo schować głowę w piasek, albo zakasać rękawy i zabierać się do klawiatury!

Tym miłym wyróżnieniem obdarzyła mnie Ola z bloga (i zaprzyjaźnionego stanu) Gone To Texas, za co serdecznie dziękuję. Nagroda przyznawana jest nowym lub początkującym blogerom, którzy w jakiś sposób zostali zauważeni w gąszczu blogosfery i ma na celu bliższe poznanie autora, promocję jego bloga, a jednocześnie nawiązywanie blogowych kontaktów przez podawanie jej dalej.

liebster2015

Pytania, które zostały mi zadane i moje odpowiedzi:

1. Smaki mojego dzieciństwa. Jajko na miękko i świeży chleb z twarożkiem na śniadanie u Babci. Gołąbki (klasyczne, z ryżem i mięsem) z obfitą ilością sosu pomidorowego – też od Babci. Racuchy z jabłkami obsypane cukrem pudrem dostarczane przez Babcię jeszcze ciepłe w menażce. Grysik na płaskim talerzu posypany cynamonem, cukrem i polany roztopionym masłem (to Tata). Sałatka z warzyw zebranych na działce, pachnących gruntem (sałata, zielona cebulka, rzodkiewki, pomidory, ogórek, koper, sos ze śmietany z musztardą i cukrem).

2. Kto był Twoim idolem, gdy miałaś naście lat? Tu odpowiedź jest bardzo prosta. Rysiek Riedel z zespołu Dżem.

3. Czy masz jakieś wspomnienia z przedszkola/młodszych klas szkoły podstawowej? Pewnego dnia w zerówce była wielka burza, że bałam się wyjechać windą do domu (mieszkałam na siódmym piętrze, zerówka była na parterze). Kolega X zaoferował, że odwiezie mnie windą pod same drzwi. Tak też zrobił. Wtedy po raz pierwszy usłyszałam docinki „zakochana para, Jacek i Barbara”. Po raz pierwszy świadomie odkryłam istenienie mężczyzn. Szkoda tylko, że nie pamiętam imienia tego kolegi.

4. Twój ulubiony strój – styl. Co lubisz nosić na co dzień? Mam słabość do chust, apaszek, szalików, oraz kolczyków. Nawet najbardziej zwyczajną bluzkę i dżinsy można „ubrać” tymi dodatkami. Lubię styl na cebulkę ze względu na jego praktyczność. Ostatnio lubię lekkie swetry typu kardigan we wszystkich możliwych kolorach.

5. Trzy filmy, które Twoim zdaniem warto zobaczyć. Captain Phillips, Selma, Gone with the Wind.

6. Co zrobiłabyś, gdybyś mogła podróżować w czasie. Zaglądnęłabym do za pięć lat, żeby zobaczyć, czy jestem w tym miejscu, gdzie chciałabym być. Również wyskoczyłabym jakieś sześć lat do tyłu, by móc spędzić więcej czasu z moim ś.p. Tatą.

7. Radio czy telewizja? Radio, bo można go słuchać wszędzie i robić przy tym inne rzeczy. Ponadto bardziej stymuluje umysł.

8. Co zdecydowało o Twoim obecnym miejscu zamieszkania? A cóżby innego, miłość.

9. Makijaż czy wersja nude? Pochwalam makijaż, który nie wygląda jak makijaż. Podkład, subtelna kreska do oczu i tusz do rzęs to absolutna podstawa, jeśli mam wyjść „do ludzi”. Jeszcze przydałaby się neutralna pomadka lub chociaż błyszczyk do ust.

10. Co zrobiłabyś gdybyś wygrała kumulację w lotto? Spłaciłabym dom, kupiłabym cztery mieszkania dla dzieci, zainwestowałabym w nieruchomości pod wynajem, poszłabym na „Master” degree, a z tego co zostanie, podróżowałabym po świecie.

11. Za jakim rodzajem muzyki nie przepadasz? Disco polo, techno, house i inne brzmiące zbyt elektronicznie, Nie lubię też zbyt jęczącego jazzu, za to lekki – czemu nie. Oprócz tego nie cierpię meksykańskiej muzyki typu banda – to tortury dla moich uszu.

A moje wyróżnienia Liebster Blog Award idą do…

Marty: Marta Polak

Iwony: Polka w Rosji. Blog polsko-ruski

Agnieszki: Co kraj to…

Ani: Aniukowe Pisadło

Emilii: Światło jest w nas

A oto mój zestaw pytań:

  1. Co jest na twoim stoliku nocnym?
  2. Zakładając, że dożyjesz, jak chciałabyś widzieć siebie w wieku 85 lat?
  3. Jaką kawę pijesz?
  4. Jedna rzecz, którą zawsze odkładasz na potem.
  5. Zawsze się uśmiecham, kiedy…
  6. Chciałabym, żeby dziesięć lat temu ktoś powiedział mi, że…
  7. Prezent, który naprawdę chciałabyś otrzymać.
  8. Gdybyś miała urodzić się jako zwierzę, byłabyś…
  9. Co zrobiłabyś, gdybyś miała czapkę-niewidkę?
  10. Jedno miejsce na świecie, które bardzo chciałabyś odwiedzić.
  11. Lody czekoladowe, waniliowe, czy owocowe?

Gratuluję wszystkim nominowanym i życzę udanej zabawy!

 

 

 

 

 

Jak moje 11-letnie dziecko dostało iPhona w prezencie i co z tego wynikło

To było dokładnie w przeddzień nowego roku szkolnego. W ramach ostatnich przygotowań wyskoczyłam nie pamiętam już po co do sklepu. Wzięłam ze sobą dzieciaki, wszystkie oprócz Dużej. Miało być nie dłużej niż godzinka. Zatem gdy zadzwoniła komórka, a na wyświetlaczu pokazało się „Dom”, w pierwszym odruchu pomyślałam, że coś się stało.

– Mama! mama! You won’t believe what happened! – rozentuzjazmowany głos wskazywał raczej na dobre wieści. Tylko co to mogło być? Może przyszedł długo oczekiwany zwrot nadpłaty od skarbnika powiatowego? Nieeee… dziecko nie dzwoniłoby do mnie z taką informacją. Za dużo radości w głosie, radości autentycznej, szczerej, niepohamowanej, wręcz z niej kipiącej…

– Przyszedł wujek i przyniósł mi… iPhona! Mama, słyszysz, prawdziwego iPhona!

Cisza na moim końcu słuchawki. Godzinę mnie nie ma. Jak na złość zostawiam TO dziecko same. I właśnie wtedy, właśnie w tej chwili, pojawia się wujek przynosząc to, o co od paru miesięcy toczy się w domu zacięta dyskusja. Cholernego iPhona.

– I co zrobiłaś? – cedzę ze spokojem, powagą, ale też ciekawością, zdając sobie sprawę, że mój głos nie podziela entuzjazmu Dużej.

– No… powiedziałam, że nie mogę go przyjąć, dopóki nie zaaprobujesz, ale on i tak go zostawił i poszedł.

Wujek dobry. Hojny wujek. Wujek na święta załatwił, że Santa przyniósł konsolę do gier Xbox. Gdy były młodsze, wujek obdarował je luksusowymi lalkami American Girl. Wujek przemyca synkowi suszone mango obsypane ostrym proszkiem z chili, smakołyk który synek uwielbia, a który przy braku umiaru powoduje bóle brzucha i niestrawność. Wujek ma prawie dorosłe dzieci, lecz żadnej córki. Wujek ma serce do rany przyłóż. Wujek podczas którejś z zakrapianych tekilą rodzinnych biesiad obiecał mojemu dziecku, że jeśli zaśpiewa jakąś tam piosenkę, to załatwi jej iPhona. Taki wujek to marzenie każdego dziecka.

iPhonowa debata toczy się może od maja. Najpierw duże zainteresowanie modelami telefonów. Co ten ma, a co tamten. Ile ten kosztuje, a ile tamten. Mama, a ile trzeba płacić, a jak często. Za jakiś czas:

– Kiedy będę miała swój telefon?

– Jak tylko uznamy, że jest taka potrzeba.

– Ale kiedy to będzie?

– Nie wiem, pożyjemy – zobaczymy.

– Ale dlaczego nie teraz?

–  Bo teraz nie potrzebujesz.

– A jak mam skontaktować się z wami, gdy pilnuję dzieci sąsiadki (sąsiadka nie ma telefonu domowego)?

– Po prostu głośno krzycz.

– Ale wszyscy w mojej klasie mają telefon.

– Ty nie jesteś wszyscy…  Ale wiesz co, jak naprawdę będzie potrzeba, to aktywuję ci mój stary telefon z klapką.

– Z klapką? Nie, dziękuję.

Muszę tu od razu zaznaczyć, że jak na amerykańskie dzieci, moje mają naprawdę dużo zdrowego rozsądku. Nie są wymagające, znają realia, cieszą się arbuzową gumą do żucia, czy paczką ulubionych słodko-kwaśnych drażetek. Argument „bo wszyscy to mają” czy „bo wszyscy tak robią” nigdy nie miał u nas wielkiego przebicia. Nigdy, aż do teraz…

iPhone

I leżał tak iPhone prawie dwa tygodnie na półce w biurze. Bo na paragonie podarukowym widniała data zwrotu i myślałam, że muszę poczekać do tego dnia ze zwrotem. Błąd. Leżał, kłuł w oczy i zakłócał spokój w rodzinie. „Cool” torbę ze srebrnym jabłkiem zostawiła sobię na pamiątkę. Na początku w ogóle nie skojarzyłam częstych wizyt w biurze, niespodziewanych oznak czułości typu”I love you mama, you are the best” z iPhonem. W którymś momencie pojawiły się delikatne podchody: „Mamusiuuuu, nie zmieniłaś zdania?”. Za parę dni zaczynamy od nowa: „A kiedy pozwolisz mi mieć swój telefon?” itd. itp. Były też momenty buntu: „Ale dlaczego?! Wytłumaczcie mi”, a nawet łzy. Były też wyniki sondażu, kompletnie zaskakujące: „Pytałam w klasie i miałam rację: wszyscy, mama, WSZYSCY mają telefony. Jedyną osobą, która nie ma telefonu jest koleżanka X i ja!”. No widzisz, czyli nie jesteś jedyna! Pewnego wieczoru pojawił się list. Początek bardzo przypadł mi to gustu.

Jesteście naprawdę dwojgiem niesamowitych ludzi. Macie pracę, pracujecie ciężko i zapewniacie opiekę czwórce dzieci. Zabieracie nas do szkoły, pozwalacie na zabawę, ale przede wszystkim bardzo nas kochacie. Chcę Wam powiedzieć, że my Was też kochamy.

Droga Mamusiu i Tatusiu. Jesteście naprawdę dwojgiem niesamowitych ludzi. Macie pracę, pracujecie ciężko i zapewniacie opiekę czwórce dzieci. Zabieracie nas do szkoły, pozwalacie na zabawę, ale przede wszystkim bardzo nas kochacie. Chcę Wam powiedzieć, że my Was też kochamy.

Dalej pojawiły się bardzo kreatywne, tudzież całkiem rozsądne argumenty.

Dlaczego potrzebuję telefon. Potrzebuję telefon, bo, na przykład, opiekuję się moim rodzeństwem i dzieje się coś złego. Pewnie, mogłabym po prostu włączyć alarm lub zadzwonić na 911, ale co jeśli wypadek spowodował uszkodzenie alarmu i domowych telefonów. Wtedy co? Telefon byłby świetnym narzędziem wspierającym.

Dlaczego potrzebuję telefon. Potrzebuję telefon, bo, na przykład, opiekuję się rodzeństwem i dzieje się coś złego. Pewnie, mogłabym po prostu włączyć alarm lub zadzwonić na 911, ale co jeśli wypadek spowodował uszkodzenie alarmu i domowych telefonów? Wtedy co? Telefon byłby świetnym narzędziem wspomagającym.

Gry są przyjemne! NAWET TATA W NIE GRA! Jeśli pozwolilibyście mi grać w gry, ściągałabym tylko DARMOWE i STOSOWNE. Ściągałabym nawet gry dla młodszej siostry i brata.

Gry są przyjemne! NAWET TATA W NIE GRA! Jeśli pozwolilibyście mi grać w gry, ściągałabym tylko DARMOWE i STOSOWNE. Ściągnęłabym nawet kilka gier dla (młodszych) siostry i brata.

Końcówka była rozbrajająca…

Bardzo Was kocham i jeśli nie zgadzacie się ze mną, dziękuję bardzo za czas poświęcony na przeczytanie tego listu i próbę zrozumienia.

Bardzo Was kocham i jeśli nie zgadzacie się ze mną, dziękuję bardzo za czas poświęcony na przeczytanie tego listu i próbę zrozumienia.

Właśnie ta końcówka sprawiła, że upewniłam się w mojej decyzji. Za bardzo kocham to dziecko, za bardzo zależy mi na jej zdrowym rozwoju i zachowaniu normalności. iPhone wylądował z powrotem w Apple Store, ku wielkiemu zdziwieniu młodej, wytatuowanej i wykolczykowanej sprzedawczyni z ery digital. Pół godziny go testowała, nie mogąc uwierzyć, że „no, there’s nothing wrong with it”. Kto oddaje dobrego iPhona?! Wujkowi wytłumaczone, przeproszone. Żeby ukoić nieco ból, telefon zamieniony na iPad mini, który może używać w tygodniu do zadań domowych, a w weekendy do zabawy, jeśli przez tydzień zgromadzi dość „cyfrowych punktów”.

Lubię czasami zakradać się do jej sypialni, usiąść na brzegu łóżka i patrzeć jak śpi. Minkę ma tę samą od jedenastu lat.

sleep

I gdy odetchnęłam z ulgą po iPhonowej historii, wczoraj usłyszałam kolejne interesujące pytanie: „Mama, when will you let me date?”.

 

 

Plaża, dzika plaża, preria dookoła… – czyli Northerly Island w Chicago

Odkąd dwa lata temu odkryłam 12th Street Beach, nie byłam na żadnej innej plaży w Chicago. Nie żeby 12th Street była najbardziej atrakcyjna, piasek nie jest specjalnie złocisty, kamienie w wodzie kłują w stopy, lecz dla mnie jest wyjątkowa. Po pierwsze, najbliżej domu, po drugie, jest mało popularna i nigdy nie jest zatłoczona, po trzecie oferuje zachwycający widok na planetarium Adler. Mówimy na nią „ukryta” albo „dzika” plaża. Ukryta, bo odkryłam na nią tajemne wejście i parking, na którym zawsze jest miejsce. Dzika, bo odkryliśmy ją przedzierając się z dzieciakami przez wysokie dzikie trawy pełne brzęczących owadów podczas jednej z przyrodniczych wycieczek. Dla ścisłości, mówimy tu o śródmieściu Chicago, gdzie z każdej strony (z wyjątkiem tej od jeziora) widać drapacze chmur!

20150523_15320620150706_144833

I tak dochodzimy do głównego tematu tego posta, którym jest półwysep Northerly Island. Jest to 91-akrowy (około 37 hektarów) sztucznie usypany skrawek ziemi, przyklejony do East Solidarity Drive, czyli pomostu lądowego łączącego Adler Planetarium z Shedd Aquarium i The Field Museum. O ile kampus najbardziej popularnych w Chicago muzeów jest zawsze zatłoczony i pełny turystów, o tyle na Notherly Island brzęczą świerszcze, ćwierkają ptaki, przechadzają się czaple, a na szlaku prowadzącym na wspomnianą plażę zawsze spotykamy stado bernikli kanadyjskich. Można tu też spotkać lokalnych spacerowiczów, rowerzystów, grupy dzieci i młodzieży uczestniczących w organizowanych przez park programach odkrywania natury.

20150904_11135320150904_10172220150904_113026

Do dziś półwysep nie był w całości otwarty. Odkąd pamiętam, szlaki spacerowo-rowerowe przerywane były ogrodzeniami budowlanymi, za którymi nie wiadomo co się działo. Zatem bardzo się ucieszyłam, gdy dowiedziałam się, że właśnie dziś Northerly Island otwiera południową część parku i z samego rana postanowiłam się tam wybrać, żeby „obczaić” jedno z moich ulubionych miejsc w Chicago. Nie mogłam chyba trafić lepiej, bo zastałam tam samego burzmistrza Chicago Rahma Emmanuela wraz z senatorem Dickiem Durbinem i garstką innych ważnych urzędników przecinających wstęgę! Przypadek również sprawił, że jako entuzjastka parku pojawiłam się w wiadomościach hiszpańskojęzycznej stacji telewizyjnej Telemundo!20150904_10592920150904_172130

Co do samego parku… jak na 9.7 milionów dolarów wydanych na przebudowę zamkniętego 12 lat temu małego lotniska, które służyło politykom latającym między Chicago a stolicą stanu Spriengfield, mogli się bardziej postarać. W parku znajduje się pięcioakrowy staw, kręta ścieżka spacerowo-rowerowa, kilka ładnych rzeźb i… to wszystko. Reszta to dzika przyroda, flora i fauna, czyli, jak podkreślał burmistrz, właśnie to, co w pierwotnym zamyśle miało być w tym miejscu. Trochę brakuje mi dużych drzew i cienia, lecz jeśli założeniem twórców projektu było zachowanie dzikości, to chyba im się udało. Pracownicy parku wręczyli mi ulotkę reklamującą rodzinne wędkowanie, warsztaty organicznego ogródka, puszczanie latawców, a zimą Dni Polarnej Przygody z gąrącą czekoladą przy ognisku i chodzeniem na rakietach śnieżnych. Jak dla mnie, brzmi super!

Programy programami, dla mnie największą zaletą tego miejsca jest jego lokalizacja. Dzika łąka w połączeniu z jeziorem Michigan i głównym dystryktem biznesowym w promieniu jednej mili moim zdaniem bije nawet nowojorski Central Park. Zamykasz oczy, czujesz i słyszysz prerię, otwierasz je i widzisz zapierającą dech w piersiach panoramę chocagowskich wieżowców.

chi-meigs01-81815aerial-ct0030587965-20150818

photo by Blair Kamin, Cityscapes

20150904_10154920150904_113631

Jak dostać się do Northerly Island: jedziesz tak jak do Museum Campus. Gdy jesteś już na alei na wprost planetarium, skręcasz w prawo w S. Linn White Dr. Jedziesz cały czas prosto, wzdłuż przystani po prawej, mijając pawilon koncertowy po lewej, wreszcie dojeżdżasz do parkingu i ośrodka parku Northerly Island. Stąd rozchodzą się szlaki spacerowo-rowerowe, z których jeden okrąża nową, południową część parku, drugi prowadzi na stronę północną, a ten pośrodku prowadzi na „moją” plażę. Oficjalnie na 12th St. Beach można też dostać się obchodząc planetarium. Jeśli w pobliżu największych kamieni zobaczysz niebieski koc, to na pewno będę ja!