Tyle jeszcze miejsc…

Powrót do normalności zajmuje mi statystycznie około 48 godzin. Już odkurzyłam i umyłam podłogi w całym domu. Ugotowałam makaron z kurczakiem i szpinakiem. Zapełniłam lodówkę. Pralka i suszarka przerobiły pięć koszyków prania. Powiesiłam je w szafach i poskładałam do szuflad, a Mały znów jednym ruchem rozwalił całą świeżutko poskładaną stertę, gdy szukał majtek ze Spidermanem. A nie mówiłam, wszystko wraca do normy.

trip

Prawie 2000 mil, dziewięć dni, dziewięć stanów, pięć miast, sześć hotelów, jeden wysłużony miniwan i czwórka dzieci na tylnych siedzeniach. Wakacje? Cóż… jeśli mają oznaczać oderwanie od rutyny, to na pewno tak. Jeśli mają oznaczać wypoczynek i relaks, to na pewno nie. Ale nie zamieniłabym tej podróży na żadną inną. Jedynie przy dzisiejszym podsmażaniu kurczaka do makaronu chciałoby się walnąć patelnią w głowę z zapytaniem, co ty dziewczyno robiłaś, zanim miałaś dzieci. Co ty sobie myślałaś. Dlaczego nie zjeździłaś całych Stanów? Odpowiedź jest prosta, głowę miałam w chmurach.

IN OH

Teraz każda podróż wymaga precyzyjnego planowania, przygotowań, kompromisów, no i odpowiednich zasobów finansowych. Samolot zamieniony na miniwan, plecak Alpinusa na niedomykający się bagażnik. Mama pyta, w namiocie spaliście? Siostra pyta, w samochodzie? Nie, odpowiadam, nocowaliśmy w hotelach średniej klasy, poza dzielnicami typowo turystycznymi, koniecznie z wliczonym śniadaniem, a do atrakcji dojeżdżaliśmy komunikacją miejską. To nic, że w metrze w Waszyngtonie odjechał mi pociąg z mężem i starszymi córkami, i prawie moją nogą w drzwiach. Najważniejsze, że nie puściłam rąk Maluchów.

Nie uważam się za obieżyświata, nie jest to też blog podróżniczy, ale podróżując z gromadką dzieci po Stanach, nabyłam garść mniej i bardziej przydatnych wskazówek, którymi chętnie się tu podzielę.

1. Rzeczy, których nie może zabraknąć w samochodzie:

  • zapas filmów na DVD, płyt z muzyką, książek tradycyjnych i w tablecie,
  • mokre chusteczki, dezynfekujące mydło w żelu, środek przeciwbólowy i mała apteczka,
  • napoje i kanapki w coolerze, indywidualnie pakowane przekąski, butelkowana woda,
  • podręczne gry, zabawy i kolorowanki,
  • kocyki i poduszki,
  • mapy, GPS i mój niezawody smarfon.

Praktyczna uwaga: sprawdź zawartość bagażu przed podróżą. W tym roku uznałam, że starsze córki są już na tyle duże, żeby same spakować siebie i Maluchy. Wszystko pięknie poukładały przy drzwiach, a ja z zadowoleniem załadowałam do samochodu. Owszem, czystych majtek dla nikogo nie zabrakło, ale okazało się, że w podróż na Wschodnie Wybrzeże udało się ponad dziesięć pluszaków, klocki Lego, zabawki do piasku, zestaw „mały doktor” i parę innych absurdalnych przedmiotów.

WV PA

2. Czego nie zaplanujesz, to się nie stanie. Ta prosta, oczywista prawda, to jedno z moich ulubionych życiowych motto. „Chciałabym kiedyś pojechać do Filadelfii”. Zaplanuj i jedź! „Fajnie byłoby zobaczyć kiedyś Statuę Wolności”. Jedź i zobacz! „Ciekawe, czy w Zachodniej Wirginii jest rzeczywiście tak pięknie, jak w piosence Johna Denvera”. Jedź i sprawdź sama!

Oczywiście każdy ma inny styl podróżowania, ale w naszym przypadku nie możemy sobie pozwolić na spontaniczne przystanki typu „O, tutaj znak pokazuje atrakcję po drodze, zatrzymajmy się”. Na taki romantyzm można sobie pozwolić podróżując we dwójkę. Aby nasza sześcioosobowa maszyna działała sprawnie, musi być precyzyjnie zaprogramowana. Musimy wiedzieć na przykład, gdzie będziemy dzisiaj spać. Dzieci lubią rzeczy przewidywalne i wręcz chcą mieć wydrukowany plan podróży, wiedzieć co, gdzie i kiedy. Przy okazji rodzicom pozwoli to uniknąć syndromu „Are we there yet?” (powtarzającego się co pięć minut pytania, ile jeszcze czasu/drogi).

3. Nie próbuj zaoszczędzić na wszystkim. Z natury i z potrzeby zawsze szukam oszczędności. Czasami jest to bardziej możliwe, czasami mniej. Podróże z dziećmi nauczyły mnie jednak, że nie jest to czas, by za wszelką cenę szukać najtańszych kosztów. W końcu po to harujesz przez cały rok, aby to, co zapracowałaś i zaoszczędziłaś na znanych, przetartych ścieżkach, wspomogło cię na teraz na nowym, nieznanym gruncie. W praktyce sprowadza się to do tego, że już nie ubolewam, jeśli muszę kupić na ulicy butelkę zimnej wody za dwa dolary, choć wiem, że normalnie kupuję ją w hurcie za 25 centów albo mniej. I jeżeli wydaje się to najrozsądniejszą opcją, zamówię pizzę do hotelowego pokoju. Jeśli wszyscy padają z nóg, zamówię taksówkę, która dowiezie nas do najbliższej stacji metra. To są rzeczy, których nigdy nie praktykujemy w domu, w Chicago.

MD DC

4. Zaoszczędź tam, gdzie się da. Kto choć raz w życiu nie jechał tramwajem lub autobusem świadomie bez biletu? Nie nazwałabym tego nawet drobnym oszustwem. To po prostu kwestia interpretacji. Jeśli dzieci do pięciu lat nie płącą, Mała włazi do wózka, w którym się nie mieści i znowu wygląda na pięć lat! Jeśli nie płacą dzieci do trzech lat, odmładzamy Małego. Raz się uda, raz nie. Nie traktujemy tego śmiertelnie poważnie. Czasami winny jest „my poor English”, right?

Rodziny wielodzietne znają ten problem: praktycznie żaden standardowy hotel nie jest w stanie zakwaterować sześciu osób w jednym pokoju. Po latach prób i błędów po prostu staram się unikać zgłaszania ilości osób (matematyka nigdy nie była moją mocną stroną, więc nic dziwnego, że mam problem z policzeniem, ile nas jest). Płacimy za pokój, a jak się w nim pomieścimy, to już nasza sprawa (w ostatniej podróży przydatny okazał się dmuchany materac).

5. Wszystko się da! „Ale jak to, tak z dziećmi?”, „Ale jak ty się tak nie boisz?”, „A nie lepiej poczekać, aż podrosną?” Owszem, zawsze się trochę boję; najbardziej drżę o bezpieczeństwo dzieci. Ale gdzie one mogą być bardziej bezpieczne, niż u boku rodziców? Najmłodsze dziecko, które zabrałam w podróż, miało dwa miesiące. Wszystko się da przy odrobinie chęci i dobrej organizacji. Ufam zdrowemu rozsądkowi i własnej intuicji. I Sile Wyższej, którą zawszę proszę o bezpieczny powrót. A wspomnienia pozostają na zawsze.

EMIDC

 

Reklamy

One thought on “Tyle jeszcze miejsc…

  1. Fajnie sie czyta Twojego bloga. Dokladnie identyczna wycieczke organizujemy tradycyjnie od kilku juz lat podczas Thanksgiving week 🙂 Maz ma rodzine w okolicy Maryland/ Washington,DC a ja w PA ( okolice Philadelphia, West Chester), jak rowniez w NJ i w Alexandria, VA. Zawsze podczas naszego wypadu staramy sie odwiedzic jakies nowe, niepoznane przez nas jeszcze miejsca albo po raz kolejny, bardziej detalicznie przyjrzec sie miejscom w ktorych juz bylismy ale moze z braku czasu krocej niz bysmy tego chcieli. Dodatkowo jest to dla nas tez rodzinny wyjazd – dzieci niezmiernie ciesza sie ze moga odwiedzac swoich kuzynow ktorych niestety brak tu gdzie mieszkamy. Pozdrawiam 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s