Uściski krótkie, nie przydługie, czyli czego nie wolno robić z dziećmi

Mała już parę razy prosiła, abym dołączyła jako opiekunka do klasowej wycieczki. Zawsze miałam bardziej lub mniej dobrą wymówkę. Jednak fakt, jak bardzo jej na tym zależy i jak nigdy nie zapomniała, chwycił mnie za serce i w końcu postanowiłam tak poukładać moje sprawy, abym następnym razem mogła z nią pojechać. Zresztą… jak można się oprzeć tym proszącym zielono-szarym oczom?

Elementary school students get on school bus

Zaraz zaraz. Nie tak szybko. To nie takie proste wskoczyć na pokład słynnego amerykańskiego żółtego autobusu szkolnego. Najpierw proszę wypełnić i oddać do sekretariatu jednostronicowy formularz autoryzujący  „background check”, czyli sprawdzenie danych. Oczywiście że wyrażam zgodę na to, aby Stanowy Departament Usług ds. Rodziny i Dzieci sprawdził, czy moje nazwisko nie figuruje w systemie śledzącym przypadki wykorzystywania i zaniedbania dzieci (Child Abuse and Neglect Tracking System). Załatwione. Teraz proszę tylko wypełnić elektroniczną aplikację o sprawdzenie zaplecza kryminalnego na stronie Archidiecezji Chicago. Ufff. No dobrze. Tylko że na tej stronie jest dwanaście formularzy, dzwonię więc do sekretariatu i pytam, który wypełnić. Odpowiedź? Wszystkie!

archap

Okazuje się, że biurokracja nie jest tylko przymiotem polskim. Waham się jeszcze przez parę sekund, bo nie cierpię wypełniania papierów, ale cel jest nazbyt szczytny. Z rozpędem wpisuję swoje dane, adres, telefony, e-maile w pierwszy formularz. Drugi to kwestionariusz z idiotycznymi pytaniami typu: czy mam na codzień kontakt z dziećmi, itd. itp. „Co przygotowało cię do pozycji, o którą się starasz?”- Bycie matką czwórki dzieci. „Co najbardziej interesuje cię w tej pozycji?” – Możliwość spędzenia czasu z córką w środowisku szkolnym. Następne to miejsca zamieszkania przez ostatnich siedem lat, historia edukacji, historia zatrudnienia i wolontariatu. Referencje osobiste i zawodowe. Dalej mamy deklarację, że wszystkie dane są prawdziwe.

Naprawdę interesująco robi się przy formularzu „Code of Conduct”, czyli kodeks postępowania. Czy ja dobrze widzę? Zamurowało mnie. Wpatrując się w punkty, które muszę zaznaczyć, nie wiem, czy mam się śmiać, czy płakać. Oto najciekawsze wyjątki z mojej deklaracji:

„Nie będę:

  • dotykać nieletniego w seksualny lub inny nieodpowiedni sposób,
  • zostawać sam na sam z nieletnim w zamkniętym pomieszczeniu,
  • dzielić łóżka z nieletnim,
  • udawać się na wycieczkę z noclegiem sam na sam z nieletnim,
  • przedstawiać nieletniemu seksualnie śmiałych lub pornograficznych tematów, słownictwa, muzyki, nagrań, filmów, gier, stron internetowych, programów komputerowych i rozrywek,
  • dostarczać nieletniemu alkoholu, papierosów i substancji kontrolowanych,
  • stosować fizycznej dyscypliny wobec nieletniego.”

archap2

Muszę na chwilę odejść od komputera. Muszę przejść się na spacer do kuchni. Może zaparzyć sobie melisę? Muszę wykrzyczeć przed mężem moje oburzenie. Gdy wracam, dostrzegam jeszcze dwa malutkie pola: „Środki pomocy w przestrzeganiu kodeksu postępowania” oraz „Praktyczne sugestie”. To musi być dobre. Po oburzeniu przychodzi rozbawienie, gdy czytam listę sugestii, co jest dopuszczalne, a co nie.

„Dopuszczalne:

  • słowna pochwała,
  • uścisk dłoni,
  • przybicie piątki („high-five”),
  • poklepanie po ramieniu lub plecach,
  • krótkie uściski,
  • trzymanie małego dziecka za rękę,
  • klękanie lub schylanie się po uściski od małych dzieci,
  • trzymanie się za ręce podczas modlitwy,
  • poklepywanie po głowie, jeśli odpowiednie w danej kulturze.

Niedopuszczalne:

  • przydługie uściski,
  • pocałunki w usta,
  • trzymanie dzieci powyżej 4 lat na kolanach,
  • dotykanie pośladków, piersi, nóg i obszarów płciowych,
  • okazywanie uczuć w odizolowanych miejscach,
  • siłowanie się lub łaskotanie nieletnich,
  • noszenie na barana,
  • jakikolwiek masaż robiony dorosłemu przez nieletniego lub nieletniemu przez dorosłego,
  • jakakolwiek forma niepożądanego okazywania uczuć,
  • komplementy odnoszące się do budowy lub rozwoju ciała.”

Przeczytałam i zrozumiałam kodeks postępowania, i zgadzam się go przestrzegać. Przeczytałam również wskazówki pomagające w przestrzeganiu kodeksu postępowania i praktyczne sugestie, które wykorzystam do pomocy w przestrzeganiu kodeksu. Rozumiem, że naruszenie tego kodeksu może doprowadzić do akcji dyscyplinarnej, łącznie z usunięciem mnie z pozycji wolontariusza. Amen.

Po kilku dniach dobra wiadomość. Zostałam ZAAPROBOWANA! Mogę z własnym dzieckiem pojechać do teatru na przedstawienie o Słoniu i Śwince! Hura!

Komentarze pozostawiam Wam, bo prawdę mówiąc, nie mam siły. Ręce opadają. Zresztą, czy potrzebny tu w ogóle jakiś komentarz?

Reklamy

6 thoughts on “Uściski krótkie, nie przydługie, czyli czego nie wolno robić z dziećmi

      • W Polsce są na trochę większą skalę, np. wydanie pozwolenia na budowę domu kilkanaście metrów od planowanej drogi ekspresowej. Przed Euro 2012 w planach dom ujęty do przymusowego wykupienia. Odgórna zmiana planów w 2014 roku (drogi do dzisiaj nie ma, a miała być na Euro 2012) i decyzja, że dom jednak zostanie tam, gdzie jest, ale 15 metrów od niego będzie biegła w/w droga.
        Nie wspominam o biurokracji i ogromnych kolejkach do specjalistów w służbie zdrowia. Szkoda gadać, ręce opadają 😦 Tu nawet już nie ma się z czego pośmiać.

  1. W Polsce jest zupełnie inaczej – rodzice nie uczestniczą w wycieczkach jako wolontariusze. Jeśli już się tak zdarzy, że któryś rodzic pojedzie, to nie wypełnia żadnych papierków, bo jest rodzicem. Nie musi nawet przedstawiać zaświadczenia o niekaralności. Szkoły i przedszkola mają inne podejście – cieszą się, że nie muszą zatrudniać dodatkowej opieki 🙂
    Uważam za oburzające, że nie wolno Ci łaskotać nieletnich! Przecież to najweselsza zabawa!

  2. Niestety, Amerykanie mają na tym punkcie niezłą obsesję i nie jest to zabawne. Miałam znajomego, który został pozwany za to, że jako nauczyciel wfu pozwolił jednej ze swoich podopiecznych ćwiczyć w majteczkach, bo zapomniała spodenek, a bardzo chciała uczestniczyć w lekcji. Szkoła podstawowa, więc na pewno nie były to stringi 🙂 Jakoś się z tego wykaraskał, ale był to dramat. Skazany, miałby już to zdarzenie na zawsze w życiorysie. Dla mnie to ogromnie smutne. Zresztą moim zdaniem, jeśli chodzi o relacje, to Amerykanie zdecydowanie nie przodują. Przepraszam, nie chcę stereotypizować całego wielkiego kraju, bo wiadomo, że to zawsze śliska sprawa. Wrażenie jednak pozostaje.

    Juano 🙂 jako mama musisz mieć też dostęp do innych smakowitych smaczków typu dress code w szkołach… To dopiero są przeboje! (Przepraszam, jeśli już o tym pisałaś… Dopiero się u Ciebie rozglądam 🙂 Pozdrawiam Cię 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s