Dlaczego tata na wszystkich obrazkach jest brązowy? – czyli o rasie na wesoło

Mała desperacko grzebie w pudełku z kredkami szukając jakiegoś koloru. Żółty? – podsuwam. Może jasnobrązowy? Też źle. To zrób na pomarańczowo – niecierpliwię się. – Nie, mama, musi być „peach” – poucza mnie. „Peach” to nic innego jak brzoskwinia i oznacza kolor brzoskwiniowy. Mała rysuje naszą rodzinę i podobnie jak robiły i robią to jej starsze siostry – precyzyjnie rozróżni skórę brzoskwiniową mamy i jasnobrązową taty. Dzieci – cała czwórka – na pewno będą pokolorowane na brzoskwiniowo, co stanowi dla mnie zagadkę, którą od lat próbuję rozwikłać.

fam-pic2

Zagadkę, bo właściwie tylko jedno spośród moich dzieci ma typowo słowiański wygląd, jasną skórę i zielone oczy. Z wyglądu pozostałych łatwo domyślić się, że mają latynoską lub „jakąś” domieszkę. Czasem spotykam się z komentarzami „Jakie śliczne dzieci! A tata… to nie-Polak…?”. Zatem dzieci śliczne, tata nie-Polak, skóra opalona, ale na wszystkich obrazkach jak jeden mąż dzieci kolorują się na brzoskwiniowo, czyli tak jak mama. Prezentując nam kolejne arcydzieła, zawsze rozbawieni z mężem pytamy: Ale dlaczego tata taki brązowy? Bo jest – odpowiadają. No dobrze, ale w takim razie dlaczego wy nie jesteście troszeczkę brązowi? – Bo my jesteśmy brzoskwiniowi – odpowiadają.

fam-pic3

Zawsze tłumaczę dzieciom wartość i bogactwo, jakie niesie ze sobą bycie wielokulturowym i wielojęzycznym. W rozmaitych formularzach zaznaczam je jako „biracial” (dwurasowe), jeśli jest taka opcja. Jednak gdy w zeszłym roku przygotowywałam je na  wakacyjny wyjazd, w którym miały wziąć udział głównie dzieci polskojęzyczne, Duża zaskoczyła mnie komentarzem: – Mama…, ale tam będą same blondynki z jasną skórą, a co jak nikt nie będzie chciał się ze mną kolegować?…  Zbaraniałam. Szybko jednak uraczyłam ją kolejnym wywodem, wybijając jej tą teorię z głowy. Jednak dało mi to trochę do myślenia.

Z ust moich dzieci nigdy nie padły określenia „white” i „black” (biały i czarny) – tak przecież wszechobecne i zakorzenione w amerykańskiej rzeczywistości. Czy to prywatna szkoła, kładąca nacisk na wartości i poszanowanie różnorodności, i od najmłodszych lat ucząca poprawności politycznej? Czy może fakt, że ze względu na młody wiek nie zderzyły się jeszcze z rzeczywistością konfliktów rasowych i dyskryminacji? Ja lubię myśleć, że to dlatego, że one widzą świat takim, jaki naprawdę jest. Biali wcale nie są biali, tylko brzoskwiniowi, a czarni wcale nie są czarni, tylko brązowi w różnych odcieniach. Tata na przykład jest jasnobrązowy, ale niektóre koleżanki z klasy są ciemnobrązowe.

fam-pic1

Pamiętam, jak kiedyś Duża, będąc już trochę starsza, opowiadała mi jakąś śmieszną scenę z kobietą w sklepie i mówi – Ale wiesz, mama, ona była… ona była… Zauważyłam, że zmaga się z doborem słów. Nie chciała użyć określenia „black” (czarna), które dla większości nie jest przecież obraźliwe. – No jaka była? – dopytuję się. – No wiesz, ona była… z tych, co szybko mówią! – wydusiła wreszcie, wywołując ogólne rozbawienie. W tym przypadku kolor skóry kobiety nie był tak istotny jak jej charakterystyczny slang.

Mam wrażenie, że w każdym białym jest gdzieś bardziej lub mniej głęboko zakorzenione ziarenko wyższości rasy białej nad każdą inną. Mimo iż genetycy i antropolodzy od dawna są zgodni, że czynniki rasowe nie mają żadnego wpływu na intelekt.

Temat rasy jest w Stanach Zjednoczonych tak delikatny i drażliwy, że nigdy nie wiadomo, co powinno, a czego nie powinno się mówić. W obliczu ostatnich wydarzeń w Ferguson w stanie Missouri, a niedawno także w Nowym Jorku, znów rozgorzały dyskusje na temat stosunków międzyrasowych. Oglądam wiadomości, czytam gazety i zastanawiam się, skąd się to wszystko bierze?  Jak można zakładać traktowanie kogoś odmiennie – lepiej lub gorzej – ze względu na kolor skóry? Czy nie należymy wszyscy do jednego, tego samego gatunku ludzkiego? To prawda tak oczywista jak to, że po wschodzie słońca następuje zachód. A może jestem naiwną idealistką?

Dr.Martin

Dziś przypada amerykański Dzień Martina Luthera Kinga, działacza przeciwko dyksryminacji rasowej i laureata pokojowej Nagrody Nobla. 47 lat po jego zamordowaniu Chicago wciąż jest jednym z najbardziej posegregowanych miast w kraju. To przykre, jak wiele osób jest uprzedzona do dzielnic, ulic i miejsc publicznych w Chicago zamieszkiwanych lub odwiedzanych przez czarnoskórych Amerykanów. Ja mam na ten temat jedno spostrzeżenie: leniów, głupców i przestępców nie brakuje zarówno wśród czarnych, jak i białych. A co do bezpieczeństwa, ostrożnym trzeba być wszędzie, mieszkając w wielkim mieście.

Uczmy się od naszych dzieci. W końcu świat nie jest czarno-biały. Jest raczej brzoskwiniowo-brązowy.

 

Jeśli chcesz obejrzeć najsłynniejszy fragment przemówienia doktora Kinga „I have a dream” (0ryginalna angielska wersja), kliknij tutaj.

 

 

 

Reklamy

7 thoughts on “Dlaczego tata na wszystkich obrazkach jest brązowy? – czyli o rasie na wesoło

  1. Cześć Joasiu.
    Pozdrowienia z Głubczyc od kuzynki (Danuta z domu Zbroszczyk obecnie Farasiewicz), wczoraj będąc w Jaworzynce dowiedziałam się o Twoim blogu, dzisiaj go czytam i podoba mi się myślę, że masz dar do „lekkiego pisania”.Pozdrawiam

  2. Nigdy nie rozumialam, dlaczego niektorzy ludzie oceniaja drugiego czlowieka na podstawie koloru jego skory, a nie tego, kim jest i co soba reprezentuje. Podoba mi sie madre podejscie Twoje i Twoich dzieci do tematu 🙂

  3. Ech… temat rasy wypływa u mnie regularnie. Jeśli chodzi o opis rasy czarnej, zabawnie podchodzą do tego Brazylijczycy (polecam post „biel: świadomość” na moim blogu). W wielkim skrócie (bo wiem, że nie każdy ma czas ogarniać wszystkie blogi świata 🙂 opisują rasę właśnie „kolorystycznie”: ciemna brunetka, mocno opalona, ciemnobrązowa itd. W kontekście amerykańskim temat bez wątpienia wybuchowy. Szczerze mówiąc nie poruszam go za często, bo za kulisami bloga wybucha wielki wulkan goryczy: nawet ze strony znajomych Polaków mieszkających za granicą, którzy burzą na „fory”, jakie dostają mniejszości. Fajnie, że też o tym piszesz 🙂 Dzięki Juano!! Cieszę się, że do Ciebie trafiłam i mam nadzieję, że wybaczysz moje rozgadanie 🙂

  4. Cześć! Jestem nowa na twoim blogu. Poleciła go chyba któraś z koleżanek z Klubu Polek na emigracji. Dziś jakoś przypadkowo kliknęłam na twój link na Facebooku i oto jestem. Nie żałuję! Ten wpis jest mi bardzo blisko – nie tylko z tego powodu, że mieszkasz w Chicago, ale dlatego, że sama często zastanawiam się, jak będę siebie postrzegały moje dzieci. Mój chłopak jest Amerykaninem, ale jego rodzice są z pochodzenia Pakistańczykami, kolorem skóry podchodzą więc pod grupę określaną przez nas pieszczotliwie „brązowi” 😉 Czy nasze dzieci też będą bały się odrzucenia ze strony polskich dzieci? Czy polskie dzieci za te kilka lat będą bały sie „obcych” czy może wręcz przeciwnie? Dużo pytań po lekturze twojego wpisu. Na pewno będę tu częściej wpadać, a tymczasem pozdrawiam z Dominiki!

    • Ada, dziękuję za wizytę i miłe słowa! Powiem Ci, nie ma co za dużo rozmyślać nad tym, jak sobie poradzą nasze mieszane dzieci. One dają sobie radę lepiej niż my sami! Zwłaszcza w tak wielokulturowym klraju jak USA, w żaden sposób się nie wyróżniają. Co innego gdybyśmy mieszkali na jakiejś polskiej wsi? Jedno jest pewne, dzieci Wam „wyjdą” nie dość że śliczne, to jeszcze i mądre. Pozdrawiam serdecznie!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s