Co dzisiaj na obiad? – czyli jak stworzyć plan posiłków na 365 dni

Nieraz przez pół dnia krąży ci po głowie. Innym razem dziecko zada ci je wprost. Często uciekasz przed nim, próbując ukryć się za pudełkiem mrożonej pizzy lub telefonem do męża, aby po drodze z pracy przywiózł jakiś zestaw na wynos. Czasami próbujesz je zbyć, przetrząsając lodówkę z poszukiwaniu jakiegoś szybkiego rozwiązania, którym w moim przypadku często okazuje się makaron z sosem pomidorowym. Jednak wiesz, że daleko nie uciekniesz. Wreszcie postanawiasz, że czas oswoić wroga.

Tak było w moim przypadku. Do niedawna to pytanie było dla mnie prawdziwą zmorą. Kuchnia nigdy nie była moim królestwem, jednak życie, konieczność i okoliczności sprawiły, że spędzam w niej ogromną ilość czasu. Przywykłam do niej i ona też chyba przywykła do mnie, niedoszłej kucharki-perfekcjonistki z przerostem ambicji. Przez wiele jeszcze lat jesteśmy na siebie skazane. Nie chcę być źle zrozumiana – pichcenie dla przyjemności i eksperymentowanie, zwłaszcza z nowymi, egzotycznymi daniami to jedno, zaś obowiązek codziennego nakarmienia pięciu głodnych buzi plus mojej to zupełnie coś innego.

Baby-Birds-Dinner-Time-1

Na co dzień czuję się dokładnie tak (zdjęcie: Environmental Graffiti)

Po latach doświadczeń, prób i błędów, i testowania różnych systemów, z dumą chciałam się pochwalić, że teraz już ZAWSZE mam odpowiedź na to pytanie. To nie żart… Mam plan posiłków na najbliższe 365 dni nowego roku.

Co będzie na obiad, powiedzmy, 23 czerwca? – Gołąbki.

9 lutego? – Mac’n’cheese i meatloaf.

30 września? – Enchiladas con pollo en salsa verde.

18 września będzie dorsz, 17 grudnia zupa brokułowa z kanapką panini lub sałatką, a 5 grudnia oczywiście wyjdziemy na obiad, bo to sobota!

W przypadku mojej rodziny logika planu posiłków podyktowana jest wielokulturowością, liczebnością, a co za tym idzie ograniczoną pojemnością lodówki. Gotowanie na dwa dni rzadko kiedy się udaje. Jeżeli nie zjemy wszystkiego w jeden dzień, najczęściej nazajutrz pakuję to dzieciakom na lancz do szkoły. Trzeba gotować na nowo. I tak w kółko. Czasami udaje mi się zrobić coś podwójnie i zamrozić na następny raz.

Sekret naszego planu jest następujący:

  • Poniedziałek to u nas „Pasta Day”, czyli dzień makaronu.
  • Wtorek to „Polish Day”.
  • Środa to „Mexican Day”.
  • Czwartek to „American/Something Different Day”
  • Piątek to oczywiście dzień ryby.
  • Sobota (hura!) to „Eat Out Day”, czyli wychodzimy do restauracji, lub zamawiamy coś na wynos.
  • Niedziela to „Something Easy/Husband Cooks Day”, czyli albo mąż gotuje na ochotnika, albo przygotowuję coś naprawdę łatwego.

Samo mianowanie każdego dnia tygodnia „dniem czegoś” już jest bardzo praktyczne. Jeżeli dalszy ciąg planu się nie powiedzie, zgubisz telefon, w którym miałaś kalendarz, komputery przestaną istnieć, czy z jakiegokolwiek innego powodu będziesz zmuszona do powrotu do walki z pytaniem „co dzisiaj na obiad”, to przynajmniej będziesz pamiętać, że poniedziałek to na przykład „pasta day”.

fish-day

To nie zakładowa stołówka ani bar mleczny. To tylko piątkowy obiad u nas w domu.

Zaplanowanie menu na cały rok to żadna wielka filozofia, wymaga jednak jednorazowego autentycznego wysiłku, kalendarza, komputera z dostępem do internetu i najlepiej zsynchronizowanego z nim smartfona.

  1. Zacznij od sporządzenia listy obiadów,  jakie gotowałaś w ciągu ostatnich tygodni. Jeśli pamięć cię zawodzi, przewertuj przepisy, zapytaj członków rodziny, co najbardziej lubią, na co mają ochotę, czego dawno nie było. Istnieje spora szansa, że patrząc na sporządzoną listę już zauważysz pewną logikę. Może w piątki najczęściej robisz pizzę, a w niedzielę z reguły idziecie na obiad do krewnych. Nie musisz codziennie gotować specjałów innego kraju, chodzi raczej o to, aby wśród dań odnaleźć jakiś logiczny porządek.
  2. Do każdego dnia tygodnia przypisz co najmniej dwa dania. Od tego, ile dań masz w repertuarze, będzie zależeć różnorodność rodzinnego menu. Choć wielu nie przeszkadza jedzenie do znudzenia pierogów we wtorki, zachęcam, żeby podjąć wysiłek stworzenia zdrowego, zbalansowanego menu. Każda rodzina ma inne potrzeby żywieniowe. Do tygodniowego planu można śmiało włączyć „dzień bez mięsa” albo „dzień bez cholesterolu”, albo „dzień chińszczyzny”.
  3. Gdy masz już listę dwóch, trzech lub więcej dań na każdy dzień tygodnia, korzystając z kalendarza Google (musisz mieć konto Google+), zakładasz kalendarz „Menu” i wpisujesz poszczególne dania w kolejne tygodnie. Zaznaczasz okienko „Repeat”, a potem okienko „Every …” i zaznaczasz, co ile tygodni powtarzać dany obiad. Jeśli na dzień ryby masz załóżmy trzy pomysły, to każde danie ustawiasz na powtarzanie co trzy tygodnie. Wybierasz też opcję, do kiedy powtarzać. W moim przypadku – do końca roku. Gotowe!
  4. Wydrukuj plan i trzymaj go w bezpiecznym miejscu! To skarb, który kosztował cię sporo pracy i który będzie ratował ci życie! Możesz go nosić w torebce, ale najlepiej zsynchronizować go z kalendarzem w smartfonie. Będziesz go zawsze mieć przy sobie. Pozwoli to też na natychmiastowe wprowadzanie spontanicznych zmian.
  5. Pamiętaj, że taki plan to tylko propozycja. Gdy humor, dzień, okoliczność sprawia, że masz ochotę na zupełnie coś innego, lub w ogóle nie masz ochoty gotować, zapomnij o planie. Gdy  w lodówce nagromadzi się sporo resztek, równie dobrze można ogłosić „Leftover Day”, czyli dzień dojadania resztek. Najważniejsze, że masz podstawę, do której zawsze możesz wrócić. Podobnie taki plan można udoskonalać w nieskończoność. Można na przykład modyfikować dni świąteczne, urodziny czy imieniny członków rodziny. Można wprowadzać zmiany, włączając więcej sezonowych warzyw/owoców o określonych porach roku. 

menu-googleMenu-phone

Są też osoby, dla których pytanie „co dzisiaj na obiad” nigdy nie stanowi problemu i to bez żadnego planu posiłków. Moje wyrazy uznania i pozazdrości! Ponieważ nie jestem jedną z nich, nie trudno przekonać mnie o zaletach planu posiłków, który w moim przypadku:

  • jest bardzo ważny dla osiągnięcia świętego spokoju,
  • ułatwia robienie zakupów – jedno spojrzenie w kalendarz pozwala dokupić rzeczy, które będę potrzebować x dni do przodu, więc jednocześnie
  • eliminuje niespodziewane wycieczki do sklepu po brakujące jeden czy dwa składniki,
  • w ostatecznym rozrachunku uwalnia pokłady czasu na inne, przyjemniejsze rzeczy,
  • tak naprawdę trzeba połamać głowę tylko raz, tworząc go. Dalej powinno pójść z górki.
Reklamy

5 thoughts on “Co dzisiaj na obiad? – czyli jak stworzyć plan posiłków na 365 dni

  1. Niezłe, dzięki! Sama codziennie staję przed tym pytaniem, a muszę przyznać też nie jestem fanką gotowania, tym bardziej, że daleko mi od doskonałości w tej dziedzinie.
    Staram się jednak w miarę sił i możliwości gotować zdrowo i sezonowo – tak, żeby w zimie serwować jak najwięcej rozgrzewających, gotowanych posiłków, a w lecie pozwolić sobie na więcej „surowizny”.
    Taki plan to byłoby coś! Zaraz siadam i tworzę :)))

  2. Super plan 🙂 Ja na razie nie mam jak takiego zrobić, nie znam dużo potraw ale jak będę miała swoją kuchnię to wtedy zacznę poznawać jej tajniki. Jestem bardzo ciekawa jakie tradycyjne potrawy z rodem z Meksyku w wykonaniu Polskim polecasz 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s