List do T.

Cześć T.

W sumie to sama nie wiem, dlaczego zdecydowałam się napisać ten list. Prawda jest taka, że nadal gniewam się na Ciebie i nie pomyśl sobie przypadkiem, że o wszystkim zapomniałam i wszystko wróciło do normy. Jednak jako że dziś mijają już cztery lata od naszego ostatniego spotkania, pomyślałam, że odezwę się choć na słówko.

Cztery lata, kto by pomyślał. Czy Tobie też to tak szybko zleciało? Mnie nadal wydaje się, jakby to było wczoraj, gdy widziałam Cię wspartego o kuchenkę, w koszuli w biało-czarną kratkę i fioletowej kamizelce. Tego wieczoru wyglądałeś naprawdę zmęczony, choć wysilałeś się na uśmiech i żart. Gdybym wiedziała, że tyle Cię zobaczę, na pewno zostałabym dłużej.

Następnego dnia już Cię nie ma? Kto tak znika bez pożegnania? Przecież nie tak się umawialiśmy. Mieliśmy zupełnie inne ustalenia. Mieliśmy plany. Sam mówiłeś, że „jeszcze będę piłkę kopał z wnukami”. Gdy z pokoju na piętnastym piętrze patrzyłeś zamyślony na jezioro Michigan, powiedziałeś: „Wiesz, chciałbym jeszcze kiedyś popłynąć żaglówką tak jak w wojsku”. W myślach już knułam, jak to załatwić.

A pamiętasz te spacery po korytarzu, które zalecali lekarze? Wspólnie zrobiliśmy może z kilkadziesiąt rundek. I za każdym razem żartowałeś z innych pacjentów, podkreślając, że jesteś „największy gość” na oddziale.

Choć tyle czasu spędziliśmy razem, tyle rozmów zwłaszcza przez te ostatnie półtora miesiąca, nigdy nie zdradziłeś, że tak mnie zostawisz na lodzie. Nie byłam przygotowana na taki tok wydarzeń. Twoje odejście było szokiem i rozczarowaniem. Pamiętam też, jak raz powiedziałeś, że „myślałeś o tym wszystkim i to się nie może przecież tak skończyć”.

A jednak skończyło się. W gonitwie codziennych spraw, przytłoczona mniejszymi i większymi obowiązkami, w chwilach radości i smutku, nie ma dnia, żebym nie myślała o Tobie. Choć przyznam szczerze, że prawie już poddałam się w próbach zrozumienia, dlaczego wszystko się tak potoczyło.

Dziękując Ci za prawie 32 lata, jakie dane mi było spędzić z Tobą, żyję nadzieją, że kiedyś się znowu spotkamy.

Zafuczana na Ciebie, lecz na zawsze kochająca

Twoja A.

ja i tata1 ja i tata2

 

Reklamy

2 thoughts on “List do T.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s