I poszedł…

Emi

Siedzę przy komputerze i nikt nie woła mnie co pięć minut. Kubek z kawą może spokojnie stać na biurku – nikt go nie strąci i się nie oparzy. Buty, które poustawiałam przy drzwiach, o dziwo, stoją na tym samym miejscu. Zabawki, które pozbierałam z podłogi, jakimś cudem nie znalazły się z powrotem na podłodze. Cicho. Głucho. Pusto. Tylko klimatyzator szumi w ten wyjątkowo duszny i deszczowy dzień.

Myślami wracam do chwili, gdy cztery lata temu odprowadziłam starsze córki do szkoły, pierwszy dzień w nowym roku szkolnym. Byłam wówczas w trzecim miesiącu ciąży i wciąż nie dowierzałam, że będę miała jeszcze jedno dziecko. Miałam jeszcze niespełna dwuletnią Małą w domu. W duchu obliczałam, że upłyną cztery długie lata, zanim odprowadzę czwarte dziecko do przedszkola. Kolejne cztery lata wstawania w nocy, butelek, pieluch, kaszek i pełnej zależności dziecko-mama. „Dziecko to dar od Boga” – wiem, wiem, słyszałam to do znudzenia!

Dużo się zmieniło przez te cztery lata. Niecałe dwa miesiące później zmarł mój Tata i ukochany dziadek moich córek. Babcia wróciła do Polski. Za kolejne trzy miesiące urodził się mój synek. Chłopczyk po trzech dziewczynkach. Tym razem wiele sobie odpuściłam, zrezygnowałam z pracy i z zamierzenia postanowiłam nic nie robić do czasu, aż Mały osiągnie wiek przedszkolny. Jakże ironicznie brzmi „nic nie robić”… Ciągłe dowożenie i odwożenie, karmienie i gotowanie, niekończące się pranie i sprzątanie. Do tego jeszcze robota papierkowa męża i własne małe projekty. Szok, rozpacz i żałoba po utracie Taty szły w parze z momentami radości i uśmiechu, jakie wniosło w życie to małe cudo. I to jedyne, niepowtarzalne uczucie, jakiego dostarcza tylko macierzyństwo. Szczęście, duma, pokora i podziw dla zamysłów Stwórcy, nadzieja, strach i przytłaczająca odpowiedzialność.

Nie wszystko zawsze układa się tak, jak chcemy. Wiele rzeczy zależy od nas, jednak nad niektórymi nie mamy kontroli. Gdyby zaakceptować tę prostą prawdę i nie zwalczać losu na siłę, można by uniknąć wiele bólu, straty czasu i energii. Czasami przyszłość odsłoni przed nami sens minionych wydarzeń, a czasami na zawsze pozostaną one tajemnicą.

Teraz idę przygotować lancz i zjeść go SAMA w PUSTYM domu. Ten wyjąkowy dzień zasługuje na to, by go jakoś uczcić. Wiem, że w ciągu ostatnich czterech lat odwaliłam kawał dobrej roboty. Czas rozpocząć zupełnie nowy rozdział w moim życiu. Co nie znaczy, że praca jako matka kiedykolwiek będzie skończona.

 

 

Reklamy

One thought on “I poszedł…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s