Wszystkie moje

Która z mam rodzin wielodzietnych ich nie słyszy…? Komentarze i uwagi postronnych osób. Nieraz życzliwe, nieraz nieumyślnie irytujące, nieraz wprost dokuczliwe.

Tylko czy naprawdę jesteśmy rodziną wielodzietną? Tak, bo wszędzie, gdzie się pojawiamy, stwarzamy mały tłum. Tak, bo planując wakacje, mam problemy ze znalezieniem hotelu, który pomieściłby nas w jednym pokoju. Nie, bo na forach dużych rodzin jesteśmy malutcy wśród rodzin z siedmiorgiem, dziesięciorgiem, czy dwanaściorgiem dzieci. Nie, bo mamy wspólnie z  mężem cztery ręce, a więc tylko po jednym dziecku na rękę!

blog fam

Dla moich rodaków czwórka dzieci to raczej dużo. Nieraz ze współczuciem pytają, jak sobie radzę. Jednak dla Meksykanów to raczej mało lub średnio. Gratulują i radośnie pytają: „Kiedy następne?” Amerykanie są bardzo zróżnicowani pod tym względem. Niemniej jednak ze wszystkich trzech stron słyszę podobne komentarze, które zaprezentuję w kolejności od najmniej do najbardziej irytujących:

1. „God bless!”

Zwykle życzliwe i przychylne. Najczęściej pada z ust osób starszych, miłych emerytów, dojrzałych kobiet, które same wiedzą, co to macierzyństwo.

2. „You sure have your hands full!” („I sure do!”  odpowiadam zwykle i myślę sobie „Spadaj!”)

Na pograniczu uznania i politowania. Zwykle słyszane gdzieś w supermarkecie. Choć staram się unikać robienia zakupów z całą czwórką, czasem jest to nieuniknione.  Wówczas Mały ponagla, żeby sklepowym wózkiem jechać „sybko”, Mała siedzi w wózku obrzucona produktami, z których robi sałatkę na niby, Średnia ukradkiem staje na dolnej części wózka i chce, by ją pchać, a Najstarsza co chwilę znika zafascynowana działaniem natrysków na warzywa lub ważeniem wielkiej dyni. Z reguły nie robię dzieciom scen wychowawczych w sklepach, ale najwyraźniej nie potrafię ukryć frustracji, skoro słyszę takie komentarze.

 3. „Are they all yours?!”

Z niedowierzaniem. Po udzieleniu pozytywnej odpowiedzi, czasami pada jeszcze „God bless!”. Do niedawna często towarzyszył temu komentarz, że jestem bardzo młoda na tyle dzieci, ale z żalem przyznaję, że ostatnio już tej uwagi nie słyszę. „Wszystkie są twoje?” przyjmuję, w zależności od nastroju, pobłażliwie i z życzliwym półuśmieszkiem, albo z ukrywaną irytacją.

4. Do męża: „Todos son de Usted?” lub „Are they all from the same father?”

Najczęściej pada po hiszpańsku i w 90 procentach bezpośrednio do męża, lecz w mojej obecności, od osób, które zakładają, że nie rozumiem po hiszpańsku. Wyzwala we mnie szczerą złość. Czy to nie jest szczyt bezczelności i wścibstwa?! Męża irytuje tak samo jak mnie. Szybko jednak zbywa to pytanie i usprawiedliwia „paisanos” prostotą i brakiem dobrych manier. I choć nie jestem jedną z tych osób, które na zawołanie mają błyskotliwe odpowiedzi, ale kiedyś odważę się i odpowiem: „Nie, każde ma innego tatusia”.

 

Reklamy

2 thoughts on “Wszystkie moje

  1. Ludzie lubią wtrącać się w nieswoje sprawy. Ja co prawda dzieci nie mam, ale ponieważ jestem dość świeżo upieczoną mężatką to często spotykam się z pytaniami pt. „To kiedy dziecko?” Ostatnio zapytała mnie o to pani, która przychodzi sprzątać w domu mojej teściowej i którą widziałąm raptem 3 razy w życiu…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s